Pierwsza część filmu, która skupia się na rozkwitającym uczuciu, osadzona jest w pięknych okolicznościach przyrody- słonecznych Włoszech, w których studenci- Karina i Michał spędzają wakacje. Klimat tej opowieści pełen jest ciepła i nienachalnej zmysłowości. Oglądamy raj, w którym nagość bohaterów nie tylko nie razi, ale wydaje się idealnie zintegrowana z otoczeniem. Na ile jest to zasługa reżysera, a na ile po prostu uroku samego miejsca ciężko stwierdzić, ale bez wątpienia początek zaostrza apetyt na dobre kino. Niestety, wkrótce po tragedii, bezsensownej i trochę groteskowej, film się rozpada. Reżyser przenosi akcję do Krakowa. To miasto dawno nie wyglądało tak odpychająco: szare, brudne, niczym piekło, do którego trafiają bohaterowie. Borcuch daleki jest jednak od religijnych konotacji. Próbuje każdym kadrem oddać to, z czym zmagają się młodzi ludzie, którzy jedyne czego chcieli to żyć długo i szczęśliwie, ale po drodze potknęli się o zbrodnię. Starania reżysera są dość nieudolne. Skupia się na obrazach, które zapewne mają być nacechowane jakimiś ukrytymi znaczeniami, ale pozostają tylko efektownymi obrazami. Kiedy każe Michałowi nurkować w wannie, co ma pomóc mu oswoić się z czynem, którego dokonał, nie idzie za tym żadna refleksja. Walka o ocalenie uczucia wygląda jak przepychanka w piaskownicy, podlewana alkoholem i melancholijną muzyką. Z rozmów nic nie wynika. To tylko mówienie o tragedii, a nie jej przeżywanie. Widz nie jest w stanie poczuć empatii, współczuć bohaterom. Idealnym podsumowaniem zdystansowania widza jest scena w kawiarni, kiedy Michał mówi Karinie, o tym, co wydarzyło się przed powrotem do Polski. Widz tylko domyśla się, że tego dotyczy ich rozmowa, ponieważ może ją obserwować zza szyby kawiarni, nic nie słysząc, podglądając jedynie reakcję Kariny. W finałowej scenie stężenie emocji jest tak silne (poprzedzone podnoszącym adrenalinę wyścigiem z czasem), że powinno nastąpić wzruszenie. Ale jest tylko obojętność.
Borcuch miał ambicje. Szkoda, że starczyło tylko na formę, a do treści brakło duszy. "Nieulotne" to ciekawa wydmuszka, ale jednak wciąż tylko wydmuszka, której walory ulatują dość szybko. Może to pora dla reżysera zamienić swoją fascynację młodością na coś bardziej dojrzałego.

Widzialam trailer. Pomyslalam sobie , ze poza obrazkami nic w tym filmie nie ma. Po Twoim opisie wnioskuje, ze chyba odnioslam sluszne wrazenie.
OdpowiedzUsuńAncymon